Mimo gwałtownego załamania pogody, ostatni weekend lipca był w Suścu wyjątkowo gorący.W sobotni wieczór mieliśmy możność uczestniczyć w wernisażu wystawy poplenerowej „Barwy Roztocza”(efekt twórczych zmagań z naszymi przepięknymi krajobrazami artystów z kraju i zagranicy zaproszonych przez Tomaszowski Dom Kultury). Na wystawie, oprócz prac uczestników susieckiego pleneru, można też było zobaczyć kilkanaście Roztoczańskich pejzaży autorstwa Tomaszowianki – Aleksandry Struzik oraz akwarele z cyklu „Pejzaż Polski”, które przywiózł ze sobą gość specjalny wieczoru – Marek Ałaszewski. 
Zapewne niewielu czytelników pamięta jeszcze tego nietuzinkowego, nieomalże renesansowego artystę. Z wykształcenia malarz (absolwent warszawskiej ASP), znany był na początku lat 70-tych minionego stulecia jako solista i gitarzysta kultowego zespołu rockowego ”Klan”. I w tej roli również nam się tego wieczora objawił. Po 40-tu latach milczenia zespól przystępuje do nagrania swej nowej płyty „Laufer”. Mogliśmy więc usłyszeć zarówno stare hity (świetne!), jak i nowe propozycje przebojów (znakomite!!) brawurowo zagrane i zaśpiewane przez Marka Ałaszewskiego i jego kolegów. 
W niedzielę zaś, już po raz dziewiąty zjechali do Suśca ludowi śpiewacy z Lubelszczyzny, aby spróbować swoich sił w konkursowych zmaganiach Transgranicznego Festiwalu Pieśni o Roztoczu. 

W szranki stanęło osiem zespołów i jedna solistka, a jury przyznało nagrody w dwóch festiwalowych konkurencjach. I tak – w kategorii „piosenka ludowa z regionu” zwyciężyła Janina Kowalczuk z Grabowicy przed „Aleksandrowiakami” z Aleksandrowa i „Sąsiadeczkami” z Łaszczówki, a „najpiękniejszą piosenkę o Roztoczu” wyśpiewały „Rzemyki”z Józefowa, zostawiając za sobą „Harmonię” i „Braci Bednarzy” z Tomaszowa Lubelskiego. Poza tym – dla licznie, mimo nisko wiszących i grożących oberwaniem chmur, zgromadzonej publiczności,wystąpili znakomici artyści zaproszeni z odległych stron świata.Posłuchać i obejrzeć można więc było: zespół i kapelę z Macedonii „Koco-Racin” (nieokiełznany bałkański żywioł), przybyłych aż z Paragwaju artystów z „San Lorenzo Folklor Group” (powalająca uroda kobiet i w stan euforii wpędzająca publikę muzyka) oraz rewelacyjną, grającą muzykę z pogranicza etno, folku i jazzu ukraińską grupę – „Lyudy Dobri”. 

Ale i tak serca wszystkich, niezależnie od płci, wieku, wykształcenia, politycznych poglądów… itp. widzów, zdobyła Genowefa Pigwa. Pogadała, zaśpiewała i pojechała dalej, zostawiając wszystkich z uczuciem niedosytu. 

A deszcz rozpadał się na dobre równo z ostatnim akordem ukraińskich artystów. Wieczorne tańce, hulanki, swawole były więc mokre, bardzo mokre. |